Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X | Menu górne by Blokotek

czwartek, 10 stycznia 2019

Dwór Mgieł i Furii - Sarah J. Maas



Autor:Sarah J.Maas
Tytuł: Dwór Mgieł i Furii
Rok Wydania: 2017
Wydawnictwo: Uroboros
Kategoria: fantastyka/baśń
Ilość stron: 558
Ocena: 7/10

Po dłuższej przerwie powróciłam do świata wykreowanego przez Sarah J. Maas. Drugi tom kultowej serii był lepszy niż pierwszy — to fakt nie do podważenia. Jednak czy na tyle dobry, by zaspać do pracy? Przestać jeść i pić? Nic tylko czytać i czytać? Na pewno nie. Daleko do tego stanu. Jednak czy warta uwagi? Tak i nie. Zacznijmy jednak od początku — czyli o czym jest drugi tom?

Po tym, jak Feyra ocaliła całą krainę, można by powiedzieć, że teraz będzie żyć długo i szczęśliwie, jak księżniczka w pięknym pałacu z cudownym księciem obok. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dziewczyna powoli dochodzi do wniosku, że nie chce ani dużego wesela, ani życia w luksusie. Nie chce być zamknięta w złotej klatce. Co więcej, co noc nawiedzają ją koszmary. Co noc, budzi się mokra i przerażona. Feyra wie, że nie może tak dłużej żyć. Żeby tego było mało, Rhysand — książę Dworu Nocy — przypomina się o sobie. Co z tego wyniknie? Jak Feyra poradzi sobie ze swoimi koszmarami? Co zrobi Tamlin, by ocalić swoją miłość?

Zaczynając od okładki — Na pewno, dla kogoś, kto ceni sobie piękną serię, idealną na półeczkę to owszem. Ta seria jest ładna. Super będzie wyglądać na półce. Wszystkie trzy części mają stricte podobną okładkę. Czarne tło, główna bohaterka narysowana. Różnica tylko dodatkami takimi jak inny kolor sukienki, tatuaż, włosy.. Bardzo cieszę się, że wydawnictwo dało miękką okładkę. Twarda, przy 700 stronach, to byłaby już za duża cegła i raczej nie wygodna. Tak samo, jak w pierwszej części, na pierwszych stronach wita nas dość wygodna i przejrzysta mapa.

Nie wiedziałam, czy zacząć od DOBRYCH stron powieści, czy raczej tych GORSZYCH. Stwierdziłam, że lepiej zacząć od gorszych — wtedy, chociaż zamknę recenzję pozytywną myślą. Mam, chociaż taką nadzieję.

Zacznijmy od opisów. Nie mam pojęcia, dlaczego i po co autorka uparła się, by dalej dawać opisy zbędnych rzeczy na kilka/kilkanaście stron. Serio, bez tego powieść byłaby po prostu boska. Przyznam się, że część opisów musiałam ominąć, bo po prostu zasypiałam przy nich.

Bohaterka. Z jednej strony kompletnie nic do niej nie mam. Z drugiej, często jej myśli przypominały mi moje jak miałam..12 lat? Rozterki miłosne, wątpliwości serca i wspomnienia o swoich byłych. Ja serio rozumiem, że każdy może wspominać o tym, co było, ale nie co drugą czy trzecią stronę — zwłaszcza jeżeli drugi tom powieści liczy sobie 700 stron!

Czasami żałuje, że bohaterce tak łatwo wszystko przychodzi. Nie ważne co się dzieje, wiemy, że po prostu dobrze się to skończy. Fakt, że każdy oczekuje „Happy End”, ale czasami to jest poważnie zbędne.

Bardziej cieszyłabym się, gdyby nie wszystkie postacie były wyciągnięte z rodem z występów modowych. Każdy piękny i młody. Ja wiem, że to w pewnym stopniu baśń dla dziewczyn o pięknych chłopcach — ale gdyby tak wepchnąć trochę realizmu, sądzę, że przyjemniej by się to czytało.

Po pierwsze — akcja. Bardzo się cieszę, że autorka pozwoliła powieści trochę szybciej się rozwijać. Wreszcie coś się dzieje! Mogłabym powiedzieć, że to bardzo dobre czytadełko na zimowe dni. Akcja, która wreszcie miała ręce i nogi — była ciekawą odmianą, porównując do tego, co działo się w pierwszym tomie.

Po drugie — bohaterka coś robi. Nie jest to tylko myślenie, jedzenie i spanie. Podejmuje SAMODZIELNE decyzję. Długo trzeba było na to czekać. Widać jej przemianę — to, kim była w pierwszej części, a jaka jest w drugiej. Nie do opisania. Normalnie jak dwie różne osoby.

Po trzecie — poznajemy inne dwory — za czym bardzo tęskniłam w pierwszej książce. Co więcej, magia, która na tych dworach jest — opisanie ich było bardzo przyjemne i momentami sama czułam powiew wiatru, czy płomienie ognia.

Po czwarte — Sarah J. Maas przywitała nas pięknymi i — całe szczęście — w miarę krótkimi opowieściami z życia NIE TYLKO głównego bohaterki. Za pomocą tego, powieść nabiera innego kształtu. Za pomocą tego manewru, znamy powody nienawiści konkretnych postaci do innych dworów czy osób. Nie mówię tu tylko o tych pozytywnych bohaterach, ale również o tych, którzy stają po drugiej stronie wojny.

Czy książka jest warta uwagi? Dalej nie wiem, mam mieszane uczucia. Z jednej strony historia, którą przedstawia nam autorka — jest po prostu genialna. Z drugiej zaś, opisy czy myśli bohaterki, mogą po prostu zanudzić czytelnika. Kiedy był wielki BUM na jej książki, oczekiwałam czegoś lepszego. Może to też powód taki, że jestem już za stara na takie powieści? Kto wie, kto wie..

Czytaliście powyższą książkę? Jakie są Wasze odczucia, dotyczące jej powieści? Liczę na wasze komentarze :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz